Myślałam nad zrobieniem dzisiaj twitcama. Byłby głównie o 1D i moim blogu. Tylko jedno pytanie: Chcecie tego tc czy nie?? Odpowiadajcie w komentarzach. Jakby coś to twitcam będzie o 17. ;D
To już mój trzeci blog z opowiadaniem o One Direction. Mam nadzieję że się wam spodoba. ;)
sobota, 22 września 2012
piątek, 14 września 2012
Rozdział 7
Odwróciłam się gwałtownie.
- Co je...- przerwałam bo twarz Zayn była zaledwie kilka centymetrów od mojej- Czego chcesz??- warknęłam.
- Porozmawiać- szepnął nie zmniejszając odległości między nami. W pewnym sensie czułam się niekomfortowo ale jakaś cząstka mnie pragnęła jego bliskości...nie...co ja wygaduję. On przecież nic dla mnie nie znaczy...chyba. Nie ON NA PEWNO NIC DLA MNIE NIE ZNACZY. Muszę się ogarnąć. Wdech, wydech, wdech, wydech...już dobrze. Ominęłam chłopaka i usiadłam na jednym z krzeseł.
- Niby o czym??- zapytałam oschle. Chłopak przysunął krzesło bliżej mnie i na nim usiadł.
- Dlaczego tak nas nie lubisz??- w jego oczach był...ból?? Nie. Na pewno mi się coś przywidziało. Skoncentrowałam się teraz na jego pytaniu. Czy on na prawdę tego nie wie?! Wzbierał we mnie coraz większy gniew aż w końcu wybuchłam jak fajerwerk.
- Dlaczego?! Powiem ci dlaczego!! Dlatego że przez was stosunki z moją matką się popsuły!! Dlatego że przez was prawie nikt w szkole mnie nie lubi!! Dlatego że kradniecie mi matkę!! Wystarczy ci tyle powodów?!- krzyknęłam i poczułam że po moich policzkach spływają słone łzy. Chłopak patrzył na mnie ze zdziwieniem i bólem. Tak. Teraz to zdecydowanie był ból. Ale dlaczego?? Czyżby aż tak przejął się moimi słowami?? To niemożliwe. Płakałam coraz bardziej. Zayn mnie objął ale go odepchnęłam i szybko pobiegłam do swojego pokoju. Usłyszałam jeszcze krzyk mojej mamy.
- Veronica!! Co to ma być?! Wracaj tu i zaraz przeproś Zayna!!- tak jak myślałam. Stanęła po jego stronie. Moja własna matka...można powiedzieć że w pewnym sensie mnie zdradziła. Ale czego ja się spodziewałam?? Że przyjdzie tu i mnie przytuli?? Chyba w snach. Na pierwszy rzut oka widać że woli ich. Gdy już znalazłam się za drzwiami mojego pokoju oparłam się o ścianę i zaczęłam po niej zsuwać. Gdy Roxy zobaczyła w jakim stanie jestem od razu mnie przytuliła i zaczęła pocieszać. Gdy się uspokoiłam postanowiłyśmy zakończyć ten pojebany dzień i poszłyśmy spać...
***
Obudziłam się rano i od razu spojrzałam na zegarek. O nie. 7:45. Spóźnimy się z Rox do szkoły. Zaczęłam budzić dziewczynę, ale ta mruknęła coś w stylu "jeszcze pięć minut mamo" i obróciła się na drugi bok. W mojej zrytej bani od razu zakwitł chytry pomysł na obudzenie blondi. Wiedziałam jak nienawidzi Biebera więc włączyłam jego piosenkę Boyfriend i ustawiłam głośność na fulla. Dziewczyna zerwała się a łózka jak oparzona i zaczęła się na mnie drzeć.
- AAAAAAAA!!!! WEŹ TO WYŁĄCZ!! NIE WYTRZYMAM!!!- krzyczała, a ja w końcu łaskawie wyłączyłam piosenkę. Blondi popatrzyła na mnie morderczym wzrokiem.- Nie żyjesz.
- Ok, Zabij mnie ale po szkole- zaśmiałam się pokazując jej godzinę. Już dziesięć minut później w tempie expresowym jadłyśmy śniadanie. Po chwili biegłyśmy do szkoły. I tak się spóźniłyśmy. Pierwszą lekcją była matma. Jezu, dlaczego akurat matma. Weszłam razem z Rox do klasy i spojrzenia wszystkich od razu się na nas skierowały.
- No i co się tak lampicie??- warknęłam. I usiadłam w swojej ławce. Zayn przez cały ten czas wlepiał we mnie spojrzenie, ale go olałam.
- Dlaczego się spóźniłaś??- zapytał w końcu. Nie odpowiedziałam mu nic tylko udałam że go nie słyszę.- Ronnie??
- Odwal się Zayn- powiedziałam, a nauczycielka widocznie to usłyszała po gwałtownie odwróciła się od tablicy i do mnie podeszła.
- Panno Claus jest pani na lekcji matematyki więc albo mów o matematyce, albo nie odzywaj się wogule.- powiedziała tym swoim wkurzającym skrzekliwym głosem.
- Dobrze.- odpowiedziałam, a ona uśmiechnęła się do Zayna i odeszła. Chłopak ponownie próbował nakłonić mnie do rozmowy ale mu przerwałam- Odpierwiastkuj się ode mnie ty ilorazie nieparzysty bo jak cię zlogarytmuję to ci zbiór zębów wyjdzie poza nawias.- Nauczycielka popatrzyła na mnie ze wściekłością.- No co tym razem mówiłam o matematyce.- Powiedziałam z chytrym uśmieszkiem.
- Do dyrektora. Natychmiast!!- krzyknęła, a ja posłusznie wyszłam z klasy i skierowałam się do gabinetu dyra...
***
- Wróciłam!!- krzyknęłam już od progu. Odpowiedziała mi głucha cisza więc mamy chyba nie było w domu. Szybko wbiegłam do swojego pokoju i zastałam w nim... moją mamę?! Co ona tu do cholery robi?!
- Możesz mi powiedzieć dlaczego wylądowałaś dzisiaj na dywaniku u dyrektora??- powiedziała głosem pozbawionym jakichkolwiek emocji. Skąd ona do cholery to wie...Zayn. Musiał jej wszystko powiedzieć. Ogarnęła mnie nagła wściekłość.
- Po prostu elokwentnie powiedziałam Zaynowi żeby się odwalił- wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
- Posłuchaj mnie- powiedziała wstając z mojego łóżka.- nie wiem dlaczego tak nienawidzisz chłopaków, ale pogódź się z tym że będą częstymi gośćmi w tym domu.- powiedziała mi zbliżając swoją twarz do mojej. Już miała wyjść gdy nagle zatrzymała się w drzwiach.- Aha i jeszcze jedno. Za tydzień wyjeżdżasz z chłopcami w trasę po europie ponieważ mnie nie będzie w domu a nie zostawię cię samej. Jak chcesz możesz wziąć ze sobą tą...Roxy.- powiedziała i wyszła. Co?! WTF?! Ona mi nie może tego zrobić?! Ja nigdzie z nimi nie pojadę!!
- Nigdzie nie jadę rozumiesz?!- krzyknęłam zatrzasnęłam drzwi. Dlaczego to wszystko musi być takie trudne. Przeprowadzając się do Londynu myślałam że będzie mi się tu żyło lepiej. Niestety wszystko jest jeszcze gorzej niż przedtem. Nagle wpadł mi do głowy świetny pomysł. Ucieknę. Rodzice Jacka kupili mu prywatną kawalerkę więc chłopak powinien mnie przyjąć. Szybko spakowałam ważniejsze rzeczy i ciuchy do walizki i zadzwoniłam do Jacka. Tak jak myślałam. Zgodził się. W nocy gdy moja matka już wstała niepostrzeżenie wymknęłam się z domu...
**********************************************************
Sorka że tak długo nie pisałam, ale wiecie...szkoła. Myślę że rozdział wam sie spodoba. Pamiętajcie o komentarzach.
Pozdro!!
poniedziałek, 3 września 2012
Rozdział 6
Po chwili wstałam z łóżka i uśmiechnęłam się do Roxy. Postanowiłam że nie będę się tym wszystkim przejmować.
- Miałyśmy chyba iść na zakupy??- powiedziałam i znów się zaśmiałam.
- No to ba- odpowiedziała mi Rox i oboje zaczęłyśmy się śmiać. Weszłam do swojej garderoby i wyciągnęłam z niej odpowiednie ciuchy. Już po chwili byłyśmy gotowe. Wyszłam z pokoju razem z Roxy i zamknęłam go na klucz. Weszłyśmy razem do salonu. Wszystkie spojrzenia od razu się na nas skierowały. Gdy Hazza zobaczył Rox wytrzeszczył oczy i zrzucił moja mamę ze swoich kolan. Ja nie zwracając na nikogo uwagi powiedziałam tylko:
- Idę z Roxy na zakupy. Będę...jak wrócę to będę- już po chwili byłam z blondynką na zewnątrz. Postanowiłyśmy najpierw kupić mi rower na którym mogłabym jeździć do szkoły. Po kilkudziesięciu minutach wybierania kupiłam sobie śliczne różowe cacko. A co mi tam. Zaszaleję. Potem poszłyśmy jeszcze do kilku innych sklepów i kupiłyśmy sobie jakieś ciuchy. Roxy kupiła fioletowe rurki, niebieską zwiewna sukienkę i kilka bluzek ja zaś czerwone i niebieskie rurki i kilka bluzek w tym dwie w paski. Po zakupach poszłyśmy do Jacka.
- Cześć ciulu!!- krzyknęłam gdy weszłam do jego pokoju.
- Szczera jesteś- zaśmiał się i zakaszlał.
- Rozchorowałeś się biedaczku??
- Tak mamusiu- teraz to już naprawdę nie wyrabiałam ze śmiechu. Posiedziałyśmy u Jacka jeszcze trzy godziny i postanowiłyśmy się zbierać. Gdy weszłyśmy do mojego domu chłopcy nadal w nim byli. Ni zwracałam na nich uwagi. Totalnie ich olałam. Pobiegłyśmy z Roxy zostawić nasze zakupy w pokoju i już chwilę później siedziałyśmy na kanapie i oglądałyśmy "Szkołę uczuć". Jak ja kocham ten film. Oglądałam go już tyle razy, a i tak zawsze na nim ryczę. Po chwili dosiedli się do nas chłopcy. Harry wepchnął swoją dupę między mnie a Roxy, Zayn usiadł obok mnie, Louis usiadł na kolanach Loczka, a Niall położył nogi na kolanach mulata a głowę na moich. Jedyny Liam usiadł jak człowiek na fotelu. Już po chwili Harry wyłączył nasz film i włączył American Pie. Jak ja nienawidzę tego filmu. Zrzuciłam blondaska na podłogę i wyszłam z pokoju już po chwili Roxy poszła w moje ślady i razem wyszłyśmy na taras. Postanowiłyśmy że blondi śpi dzisiaj u mnie więc skierowałyśmy się do mojego pokoju. Roxy wyjęła ze swojej torebki piżamę i poszła pod prysznic, a ja położyłam się na łóżku i ukryłam twarz w dłoniach. Po półgodzinie Rox wyszła z łazienki i poszłam wziąć prysznic. Czułam jak wraz z gorącą wodą cała frustracja spływa po moim ciele. Potem przebrałam się tylko w piżamę i wyszłam z łazienki z mokrymi włosami. Na moim łóżku siedziała już Roxy z laptopem i przeglądała TT. Jak się okazało follownęli nas chłopcy. Pff...w życiu nie zrobię im follow back chyba ich pogrzało.
- Głodna jestem- mruknęła Rox i popatrzyła na mnie znacząco.
- Ok. Chodźmy do kuchni- powiedziałam i uśmiechnęłam się do przyjaciółki. Gdy weszłyśmy do pomieszczenia przeżyłyśmy szok. W kuchni panował totalny bałagan, a po ziemi tarzali się ulubieńcy mojej mamy.- CO TU SIĘ DZIEJE!!!- krzyknęłam. Na dźwięk mojego głosu wszyscy gwałtownie ucichli.
- Bo by ten...no...a potem...eeee- zaczął tłumaczyć ich nieskładnie Liam, ale mu przerwałam.
- Nic mnie to nie obchodzi. Macie tu posprzątać- odwróciłam się od chłopaków- Chodź zamówimy sobie pizzę- powiedziałam do Rox i wskoczyłam na kanapę w salonie. Zamówiłyśmy pizzę i postanowiłyśmy że obejrzymy "Toy story 3" bo przy bajkach disneya zawsze mamy głupawkę. Zaczęłyśmy oglądać i już po chwili przyszły też te małpy i usadowiły się obok nas. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Pobiegłam otworzyć i stanęłam twarzą w twarz z jakimś przystojniakiem który trzymał w ręce naszą pizzę.
- Eee...cześć- powiedziałam i nieśmiało się uśmiechnęłam.
- Hej- odpowiedział uśmiechając się chłopak- Tak się zastanawiam czy taka drobna dziewczyna jak ty zje tak dużo- mówiąc to popatrzył znacząco na pudełka z pizzą, a potem uśmiechnął się do mnie przez co moję twarz oblały rumieńce.
- Mamy mały babski wieczór
- Haha to wszystko wyjaśnia- no i znów ten zniewalająco piękny uśmiech. Ja się od niego chyba uzależnię.- Jestem Josh a ty??
- Ronnie
- Miło mi cię poznać Ronnie- mówiąc to podał mi rękę którą automatycznie uścisnęłam. Przez moje ciało przeszły przyjemne dreszcze- Emm...dasz mi swój numer??- zapytał nieśmiało i potarł dłonią swój kark.
- Jasne- odpowiedziałam i szybko podyktowałam mu cyferki. Potem już tylko zapłaciłam za pizzę i pożegnałam się z chłopakiem. Gdy weszłam do salonu od razu przywitały mnie zdziwione spojrzenia wszystkich.
- No i co tak długo??- jęknęła Roxy schodząc niechętnie z kanapy.
- Chodź na górę to ci powiem- odpowiedziałam i uśmiechnęłam się tajemniczo. Na twarzy dziewczyny od razu pojawił się banan. Szybko poszłyśmy do mojego pokoju, a tam jedząc pizzę wszystko jej opowiedziałam. Gdy skończyłam Roxy zaczęła piszczeć i śmiać się jak opętana.
- Uspokój się wariatko- zaśmiałam się, a blondi skarciła mnie spojrzeniem i usiadła z powrotem na łóżku. Postanowiłam wyjść i przynieść nam trochę soku. Gdy stałam już obok szafki poczułam że ktoś kładzie rękę na moim biodrze...
**************************************************************
Hahaha rozdział pisany przed wyjściem do szkoły. Muszę już spadac bo się jeszcze spóźnie. Narka!! Pamiętajcie o komentarzach.
- Głodna jestem- mruknęła Rox i popatrzyła na mnie znacząco.
- Ok. Chodźmy do kuchni- powiedziałam i uśmiechnęłam się do przyjaciółki. Gdy weszłyśmy do pomieszczenia przeżyłyśmy szok. W kuchni panował totalny bałagan, a po ziemi tarzali się ulubieńcy mojej mamy.- CO TU SIĘ DZIEJE!!!- krzyknęłam. Na dźwięk mojego głosu wszyscy gwałtownie ucichli.
- Bo by ten...no...a potem...eeee- zaczął tłumaczyć ich nieskładnie Liam, ale mu przerwałam.
- Nic mnie to nie obchodzi. Macie tu posprzątać- odwróciłam się od chłopaków- Chodź zamówimy sobie pizzę- powiedziałam do Rox i wskoczyłam na kanapę w salonie. Zamówiłyśmy pizzę i postanowiłyśmy że obejrzymy "Toy story 3" bo przy bajkach disneya zawsze mamy głupawkę. Zaczęłyśmy oglądać i już po chwili przyszły też te małpy i usadowiły się obok nas. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Pobiegłam otworzyć i stanęłam twarzą w twarz z jakimś przystojniakiem który trzymał w ręce naszą pizzę.
- Eee...cześć- powiedziałam i nieśmiało się uśmiechnęłam.
- Hej- odpowiedział uśmiechając się chłopak- Tak się zastanawiam czy taka drobna dziewczyna jak ty zje tak dużo- mówiąc to popatrzył znacząco na pudełka z pizzą, a potem uśmiechnął się do mnie przez co moję twarz oblały rumieńce.
- Mamy mały babski wieczór
- Haha to wszystko wyjaśnia- no i znów ten zniewalająco piękny uśmiech. Ja się od niego chyba uzależnię.- Jestem Josh a ty??
- Ronnie
- Miło mi cię poznać Ronnie- mówiąc to podał mi rękę którą automatycznie uścisnęłam. Przez moje ciało przeszły przyjemne dreszcze- Emm...dasz mi swój numer??- zapytał nieśmiało i potarł dłonią swój kark.
- Jasne- odpowiedziałam i szybko podyktowałam mu cyferki. Potem już tylko zapłaciłam za pizzę i pożegnałam się z chłopakiem. Gdy weszłam do salonu od razu przywitały mnie zdziwione spojrzenia wszystkich.
- No i co tak długo??- jęknęła Roxy schodząc niechętnie z kanapy.
- Chodź na górę to ci powiem- odpowiedziałam i uśmiechnęłam się tajemniczo. Na twarzy dziewczyny od razu pojawił się banan. Szybko poszłyśmy do mojego pokoju, a tam jedząc pizzę wszystko jej opowiedziałam. Gdy skończyłam Roxy zaczęła piszczeć i śmiać się jak opętana.
- Uspokój się wariatko- zaśmiałam się, a blondi skarciła mnie spojrzeniem i usiadła z powrotem na łóżku. Postanowiłam wyjść i przynieść nam trochę soku. Gdy stałam już obok szafki poczułam że ktoś kładzie rękę na moim biodrze...
**************************************************************
Hahaha rozdział pisany przed wyjściem do szkoły. Muszę już spadac bo się jeszcze spóźnie. Narka!! Pamiętajcie o komentarzach.
środa, 29 sierpnia 2012
Rozdział 5
- Usiądziesz z Zaynem- Co?! WTF?! Ona sobie jaja robi?! Mam siedzieć z tym rozwydrzonym gwiazdorem?!Nigdy!!
- Nie będę z nim siedzieć- powiedziałam ze spokojem i nie ruszyłam się z miejsca ani na centymetr. Wszystkie pustaki z mojej klasy popatrzyły na mnie ze zdziwieniem. Olałam je. To że one marzą o tym żeby siedzieć z Malikiem nie znaczy że ja też tego chcę.
- Nikt nie pyta cię o zdanie. Masz siedzieć z Zaynem!- nauczycielka była z lekka poirytowana. Szczerze mówiąc cieszyło mnie to że udało mi się ją w kurzyć. Ze mną się nie zadziera. Powinna była o tym wiedzieć.
- Nie- odpowiedziałam sucho. Nauczycielka zrobiła się cała czerwona.
- Jak każę ci usiąść z Zaynem to masz z nim usiąść. Jasne?!- stała nade mną i wrzeszczała. Trochę się przestraszyłam, ale nie dałam jej tego po sobie poznać.
- Dobra, dobra, nie drzyj się tak bo złość piękności szkodzi- mówiąc to wstałam, wzięłam torebkę i usiadłam obok mulata. Nauczycielka jeszcze się na mnie wydzierała, ale jej nie słuchałam. Wbiłam swój wzrok w widok poza oknem i siedziałam tak do końca lekcji. Gdy w klasie rozbrzmiał dzwonek na przerwę zerwałam się z miejsca jak oparzona.Słyszałam jeszcze że Zayn coś do mnie krzyczy, ale go zignorowałam. Szybko pobiegłam do swojej szafki. Obok niej stała już tak samo wkurzona jak ja Rox.
- Nawet nie wyobrażasz sobie co ja przeżywam- zaczęła dziewczyna. Posłałam jej zdziwione spojrzenie- On przez całą lekcję się do mnie dowalał!!
- Za to Zayn przez całą lekcje mnie zaczepiał. Kobieto, ja bez ciebie nie wytrzymam!!
- Ja też chciałabym nadal siedzieć z tobą- mówiąc to Rox mnie przytuliła. Odwzajemniłam uścisk. Gdy się od siebie oderwałyśmy zadzwonił dzwonek na lekcje. Wyjęłam z szafki potrzebne książki i chciałam je włożyć do torebki...ale jej nie było!! Zaczęłam jej wszędzie szukać. No i nic. Musiałą zostać w sali matematycznej. Później ją odzyskam. Wzięłam książki i skierowałam się w stronę klasy. Nagle ktoś na mnie wpadł. Wszystkie książki upadły wraz ze mną na podłogę.
- Uważaj jak chodzisz!!- krzyknęłam i podniosłam głowę żeby zobaczyć kto mnie potrącił. Tak jak myślałam. To był Malik. Chłopak chwilę przyglądał mi się zdenerwowany aż w końcu podał mi rękę żebym mogła wstać.
- Sorry...zagapiłem się i cię nie zauważyłem...a tak w ogule to mam twoją torebkę...zostawiłaś ją w klasie- mówiąc to wyciągnął w moją stronę torebkę.
- Dzięki- mruknęłam i zabrałam się za zbieranie książek z podłogi. Gdy już wszystko wylądowało w torebce mogłam iść z Rox do klasy. Oczywiście spóźniłyśmy się i dostałyśmy naganę. Reszta lekcji minęła już bez zbędnych komplikacji. Gdy zabrzmiał ostatni dzwonek szybko wybiegłyśmy z Roxy ze szkoły. Postanowiłyśmy że pójdziemy do mnie. Miałyśmy zostawić tam plecaki i się przebrać. Oczywiście pożyczę Rox jakieś moje ciuchy. Przecież jesteśmy przyjaciółkami. Następnie idziemy kupić mi jakiś rower żebym nie musiała chodzić do szkoły pieszo i odwiedzimy chorego Jacka. Po jakichś 15 minutach byłyśmy już pod moim domem. Rox była chyba pod wrażeniem jego wielkości bo nagle zrobiła się jakaś cicha co jest do niej niepodobne. Gdy przekroczyłyśmy próg domu obie usłyszałyśmy donośny kobiecy śmiech dobiegający z salonu. Od razu tam pobiegłam i kogo zastałam?? One Direction. Znowu. Mam ich już powoli dosyć. A moja matka?? Znowu siedziała na kolanach Harrego i robiła do niego słodkie oczka. Nikt z obecnych w salonie chyba nas nie zauważył bo dalej kontynuowali rozmowę...o mnie?!
- Czy zachowanie Ronnie wobec was uległo jakiejś zmianie po dzisiejszych wydarzeniach- zapytała moja matka jednocześnie bawiąc się włosami Hazzy.
- Emm...-zaczął Zayn, ale w tej chwili wparowałam zdenerwowana do pokoju. Rox weszła za mną.
- A więc to tak?! Gdy mnie nie ma w domu urządzacie tajne narady?? Mamo zrozum to w końcu. JA NIGDY NIE POLUBIĘ TYCH ROZWYDRZONYCH GWIAZDEK!!!!- krzyknęłam i pobiegłam do swojego pokoju. Usłyszałam jeszcze jak Rox mnie woła i biegnie za mną. Gdy dziewczyna znalazła się już ze mną w pokoju zamknęłam drzwi na klucz i rzuciłam się na łóżko. Westchnęłam głośno. Własna matka robi mi takie rzeczy. Nie no, tego to się po niej nie spodziewałam...
*******************************************************************************
Jestem totalną debilką. Najpierw przez tyle czasu nie dodaję rozdziału a jak już w końcu coś dodam to jest to jakieś gówno. WIELKIE PRZEPRASZAM. Obiecuję już więcej was nie zawieść. pamiętajcie:
3 komy = kolejny post
Pozdro!!
Mam nadzieję że mi wybaczycie ;)
czwartek, 23 sierpnia 2012
Akcja
Jest sprawa. A mianowicie:
Chyba wszystkie z Nas wiedzą dlaczego Zayn usunął TT... :(, dlaczego chłopcy nie mogą się spotykać z Lux i dlaczego relacje Louis'a i Harry'ego się zepsuły.
Proszę przeczytać tekst poniżej, żeby dowiedzieć się co należy zrobić, aby spróbować to naprawić...
TŁ : Dobre, Directioners. Wszyscy wiemy, dlaczego Zayn usunął twittera, chłopcy nie mogą się spotykać z Baby Lux, Harry i Louis się nie dogadują, więc.
Musimy to zmienić.
30 sierpnia będziemy tweetować wszystkim chłopcom i głownemu kontu 1D na twitterze ,, I'm Sorry''
Tylko raz i nie inne słowa, tylko to.
Chyba wszystkie z Nas wiedzą dlaczego Zayn usunął TT... :(, dlaczego chłopcy nie mogą się spotykać z Lux i dlaczego relacje Louis'a i Harry'ego się zepsuły.
Proszę przeczytać tekst poniżej, żeby dowiedzieć się co należy zrobić, aby spróbować to naprawić...
TŁ : Dobre, Directioners. Wszyscy wiemy, dlaczego Zayn usunął twittera, chłopcy nie mogą się spotykać z Baby Lux, Harry i Louis się nie dogadują, więc.
Musimy to zmienić.
30 sierpnia będziemy tweetować wszystkim chłopcom i głownemu kontu 1D na twitterze ,, I'm Sorry''
Tylko raz i nie inne słowa, tylko to.
Musimy dać im do zrozumienia, że nam naprawdę zależy.
Więc rozpowszechniajcie to wszędzie. Wymaga to powiedzieć i zrobić.
Nasz fandom wymyka się spod kontroli i trzeba to zatrzymać.
Więc rozpowszechniajcie to wszędzie. Wymaga to powiedzieć i zrobić.
Nasz fandom wymyka się spod kontroli i trzeba to zatrzymać.
środa, 22 sierpnia 2012
Rozdział 4
W moim salonie siedziało całe One...cośtam. Byłam na mamę wściekła. Jak mogła ich tutaj przyprowadzić. Zaczęłam szukać jej wzrokiem. O matko. Przecież ona siedzi na kolanach tego chłopaka z loczkami. Mam ochotę zapaść się pod ziemię. Nie tylko dlatego że stoję w samych majtkach, wyciągniętej koszulce i kapciach w króliczki przed piątką facetów, ale dlatego że moja matka flirtuje z jednym z nich!!
- Mamo!!-krzyknęłam tak głośno że moja rodzicielka z wrażenia spadła z kolan lokowatego.- musimy porozmawiać.- mówiąc to skierowałam się w stronę kuchni. Matka posłusznie poszła za mną.- Co to ma znaczyć?!
- Kochanie nie denerwuj się. Chciałam tylko żebyś poznała naszych nowych sąsiadów.
- OK. Przedstawisz mi ich i spadam.- mama w odpowiedzi tylko skinęła głową. Weszłyśmy z powrotem do salonu, a ja uśmiechnęłam się do nich sztucznie. Byłam z deka skrępowana. Paradowałam przecież w samych majtkach przed piątką facetów. Olać to. Mam ich wszystkich w dupie. Wcisnęłam się na kanapę pomiędzy loczkiem, a mulatem. Matka stanęła na środku salonu i zaczęła mi ich przedstawiać.
- Jak zapewne wiesz chłopcy należą do zespołu One Direction. To jest Louis, Niall, Liam, Zayn i Harry- mówiąc to wskazywała palcem na każdego chłopaka.
- Ok. Jestem Ronnie. Wcale nie znam waszego zespołu. I właśnie idę spać.- powiedziałam oschle i poszłam do swojego pokoju...
...
Wstałam rano rześka i wypoczęta. Zerknęłam za okno. Była piękna pogoda. Weszłam do garderoby i wybrałam zestaw na dzisiaj. Potem wzięłam orzeźwiający prysznic, wtarłam w ciało czekoladowy balsam, uczesałam włosy w niedbałego koczka i zrobiłam sobie lekki make-up. Gdy byłam już gotowa zeszłam do kuchni. Dziwne. Zastałam tam mamę, a ona zazwyczaj była o tej porze w pracy. Rodzicielka popatrzyła na mnie zła. Co jest??
- Veronico, musimy porozmawiać o twoim zachowaniu wobec chłopców.- jej poważny ton nie wróżył nic dobrego.
- No- mruknęłam jednocześnie jedząc płatki.
- Dlaczego jesteś dla nich taka niemiła??- mówiąc to zmarszczyła brwi- rozmawiałam wczoraj z chłopcami i podobno w szkole też nie traktujesz ich z należytym uszanowaniem.- jakim kurwa należytym uszanowaniem?! Mam w dupie te pierdolone gwiazdki. Kurwa, kurwa, kurwa. Jeszcze poskarżyli się mojej matce. Nie no to już jest przegięcie.
- Nie mam zamiaru być dla nich miła tylko dlatego że są gwiazdami!!- wykrzyczałam mojej matce prosto w twarz- A teraz wybacz śpieszę się do szkoły!- krzyknęłam na odchodne i wybiegłam z domu trzaskając drzwiami. Otworzyłam drzwi do garażu i...zamarłam. Był pusty. Nie było w nim mojego kochanego autka. W tej chwili zauważyłam że moja matka idzie w moją stronę z tymi pajacami. Skrzyżowałam ręce na wysokości piersi.
- Gdzie moje auto??- spytałam.
- Nie ma. Sprzedałam je. Ostatnio nieodpowiednio się zachowujesz więc dzisiaj rano je zabrali.- odpowiedziała moja matka ze spokojem. Miałam ochotę krzyczeć i płakać. Jak ona mi mogła zrobić coś takiego. Chłopcy stali za nią i patrzyli na moją reakcję z... zadowoleniem?! Nie no tego już za wiele. Coś czuję że ja nigdy nie polubię tych rozwydrzonych gwiazdek.
- Jak mogłaś...- zaczęłam ale matka mi przerwała.
- Od dzisiaj będziesz chodzić do szkoły pieszo lub jeździć do niej z chłopcami. Wybór należy do ciebie.- a więc o to jej chodziło. Od początku chciała żebym zaprzyjaźniła się z tymi półgłówkami. Nic z tego.
- Więc idę pieszo.- powiedziałam i opuściłam naszą posesję. Nie będę z nimi jeździć w jednym aucie. O nie. Już wolę jeździć na desce lub rowerze. No właśnie. Rower. Dzisiaj pójdę z Roxy go kupić. Byłam już w połowie drogi do szkoły gdy zatrzymało się obok mnie jakieś auto. Szyby były przyciemniane więc nie wiedziałam kto to jest. Nagle z samochodu wyszedł ten...Zayn...czy jak mu tam.
- Wsiadaj podwieziemy cię
- Nie- odpowiedziałam i zaczęłam iść przed siebie.
- Ronnie...zaczekaj- chłopak podbiegł do mnie i złapał mnie za nadgarstek. Popatrzyłam na niego złowrogo.- wsiądź do auta. Proszę.
- Nie- odpowiedziałam krótko.
- Ok. Sama tego chciałaś. - mówiąc to chłopak przerzucił mnie sobie przez ramię i zaczął nieść do samochodu. Wyrywałam się mu i biłam go pięściami po plecach, ale to nic nie dawało. Wepchnął mnie do auta, usiadł obok mnie i kazał Lou jechać. Nie miałam wyjścia. Musiałam z nimi jechać. Całą drogę do szkoły się do nich nie odzywałam. Gdyby wzrok mógł zabijać to teraz wszyscy w tym aucie byliby martwi. Gdy auto zatrzymało się przed szkołą wyskoczyłam z niego jak z procy. Na moje nieszczęście obok szkoły było dużo fotoreporterów i wszystko wiedzieli. Cholera. Weszłam do szkoły i skierowałam się do swojej szafki. Zastałam tam Roxy. Opowiedziałam jej o tym porannym incydencie. Nieźle się wkurzyła. Zresztą podobnie jak ja. Jacka niestety nie było w szkole. Przeziębił się po naszym wczorajszym spotkaniu. Biedaczek. Odwiedzimy go z Roxy po szkole. Nagle na korytarzu rozbrzmiał dzwonek. Matma. Jezu jak ja jej nienawidzę. Weszłyśmy z Rox do klasy i zajęłyśmy swoje miejsce. Lekcja się zaczęła, a my z Roxy zaczęłyśmy się śmiać z Nialla który akurat wpychał do buzi końcówkę swojej kanapki i wyglądał jak chomik.
- Panno Claus i panno James. Skoro jest wam tak do śmiechu to może podzielicie się z resztą klasy waszym żartem. My też się chętnie pośmiejemy.- nauczycielka była wyraźnie zdenerwowana.
- Eee...
- W takim razie nie będziecie siedzieć razem na moich lekcjach. Roxy usiądziesz z Bradem- nauczycielka wskazała na naszego klasowego przystojniaka który podkochiwał się w Rox. Ale się jej trafiło. Ciekawe z kim ja będę musiała siedzieć.- A ty Ronnie usiądziesz z...
*********************************************************************************
Hahah ale ja jestem wredna. Pomęczę was trochę :p. Dzięki za komy pod ostatnim postem. Pamiętajcie:
3 komy = kolejny rozdział
Aha dzisiaj pojawi się w zakładce Heroes nowa postać: Jack.
- Veronico, musimy porozmawiać o twoim zachowaniu wobec chłopców.- jej poważny ton nie wróżył nic dobrego.
- No- mruknęłam jednocześnie jedząc płatki.
- Dlaczego jesteś dla nich taka niemiła??- mówiąc to zmarszczyła brwi- rozmawiałam wczoraj z chłopcami i podobno w szkole też nie traktujesz ich z należytym uszanowaniem.- jakim kurwa należytym uszanowaniem?! Mam w dupie te pierdolone gwiazdki. Kurwa, kurwa, kurwa. Jeszcze poskarżyli się mojej matce. Nie no to już jest przegięcie.
- Nie mam zamiaru być dla nich miła tylko dlatego że są gwiazdami!!- wykrzyczałam mojej matce prosto w twarz- A teraz wybacz śpieszę się do szkoły!- krzyknęłam na odchodne i wybiegłam z domu trzaskając drzwiami. Otworzyłam drzwi do garażu i...zamarłam. Był pusty. Nie było w nim mojego kochanego autka. W tej chwili zauważyłam że moja matka idzie w moją stronę z tymi pajacami. Skrzyżowałam ręce na wysokości piersi.
- Gdzie moje auto??- spytałam.
- Nie ma. Sprzedałam je. Ostatnio nieodpowiednio się zachowujesz więc dzisiaj rano je zabrali.- odpowiedziała moja matka ze spokojem. Miałam ochotę krzyczeć i płakać. Jak ona mi mogła zrobić coś takiego. Chłopcy stali za nią i patrzyli na moją reakcję z... zadowoleniem?! Nie no tego już za wiele. Coś czuję że ja nigdy nie polubię tych rozwydrzonych gwiazdek.
- Jak mogłaś...- zaczęłam ale matka mi przerwała.
- Od dzisiaj będziesz chodzić do szkoły pieszo lub jeździć do niej z chłopcami. Wybór należy do ciebie.- a więc o to jej chodziło. Od początku chciała żebym zaprzyjaźniła się z tymi półgłówkami. Nic z tego.
- Więc idę pieszo.- powiedziałam i opuściłam naszą posesję. Nie będę z nimi jeździć w jednym aucie. O nie. Już wolę jeździć na desce lub rowerze. No właśnie. Rower. Dzisiaj pójdę z Roxy go kupić. Byłam już w połowie drogi do szkoły gdy zatrzymało się obok mnie jakieś auto. Szyby były przyciemniane więc nie wiedziałam kto to jest. Nagle z samochodu wyszedł ten...Zayn...czy jak mu tam.
- Wsiadaj podwieziemy cię
- Nie- odpowiedziałam i zaczęłam iść przed siebie.
- Ronnie...zaczekaj- chłopak podbiegł do mnie i złapał mnie za nadgarstek. Popatrzyłam na niego złowrogo.- wsiądź do auta. Proszę.
- Nie- odpowiedziałam krótko.
- Ok. Sama tego chciałaś. - mówiąc to chłopak przerzucił mnie sobie przez ramię i zaczął nieść do samochodu. Wyrywałam się mu i biłam go pięściami po plecach, ale to nic nie dawało. Wepchnął mnie do auta, usiadł obok mnie i kazał Lou jechać. Nie miałam wyjścia. Musiałam z nimi jechać. Całą drogę do szkoły się do nich nie odzywałam. Gdyby wzrok mógł zabijać to teraz wszyscy w tym aucie byliby martwi. Gdy auto zatrzymało się przed szkołą wyskoczyłam z niego jak z procy. Na moje nieszczęście obok szkoły było dużo fotoreporterów i wszystko wiedzieli. Cholera. Weszłam do szkoły i skierowałam się do swojej szafki. Zastałam tam Roxy. Opowiedziałam jej o tym porannym incydencie. Nieźle się wkurzyła. Zresztą podobnie jak ja. Jacka niestety nie było w szkole. Przeziębił się po naszym wczorajszym spotkaniu. Biedaczek. Odwiedzimy go z Roxy po szkole. Nagle na korytarzu rozbrzmiał dzwonek. Matma. Jezu jak ja jej nienawidzę. Weszłyśmy z Rox do klasy i zajęłyśmy swoje miejsce. Lekcja się zaczęła, a my z Roxy zaczęłyśmy się śmiać z Nialla który akurat wpychał do buzi końcówkę swojej kanapki i wyglądał jak chomik.
- Panno Claus i panno James. Skoro jest wam tak do śmiechu to może podzielicie się z resztą klasy waszym żartem. My też się chętnie pośmiejemy.- nauczycielka była wyraźnie zdenerwowana.
- Eee...
- W takim razie nie będziecie siedzieć razem na moich lekcjach. Roxy usiądziesz z Bradem- nauczycielka wskazała na naszego klasowego przystojniaka który podkochiwał się w Rox. Ale się jej trafiło. Ciekawe z kim ja będę musiała siedzieć.- A ty Ronnie usiądziesz z...
*********************************************************************************
Hahah ale ja jestem wredna. Pomęczę was trochę :p. Dzięki za komy pod ostatnim postem. Pamiętajcie:
3 komy = kolejny rozdział
Aha dzisiaj pojawi się w zakładce Heroes nowa postać: Jack.
piątek, 17 sierpnia 2012
Rozdział 3
- Ronnie...poczekaj- to był ten chłopak który zajął moje miejsce. Nie wiedziałam jak ma na imię i tak szczerze to mnie to nie obchodziło. Nie chciałam z nim rozmawiać więc strąciłam jego rękę z mojego ramienia.
- Spadaj- rzuciłam oschle i wyszłam z klasy. Co on sobie myśli?! Najpierw zajmuje mi ławkę, potem chce poderwać, a na końcu jak gdyby nigdy nic chce rozmawiać. O nie. Nie ze mną te numery. Przed szkołą czekała już na mnie mama. Wsiadłam do auta i pojechałam do domu. Gdy już się w nim znalazłam postanowiłam napisać do Roxy i spotkać się z nią w parku.
"Hej masz czas spotkać się w parku za jakieś pół godziny?"
Już po chwili przyszła odpowiedź.
"Właśnie jesteśmy z Jackiem w MSC. Bądź za 30 minut na pierwszej ławce w parku. xoxo"
"Ok"
Świetnie. Czyli nie będę się dzisiaj nudzić. Szybko pobiegłam do pokoju żeby się przygotować. Wzięłam prysznic i tak jak zwykle wyszłam z łazienki w samym ręczniku. No i znowu. Na sąsiednim balkonie stał chłopak i mi się przyglądał. Ale zaraz...to jest ten chłopak ze szkoły!! Spaliłam buraka i wbiegłam do garderoby. Wzięłam z niej pierwsze lepsze ciuchy i delikatnie otworzyłam drzwi. Cholera. Nadal stał na tym balkonie. Czemu muszę mieć takiego sąsiada. No ale trudno. Szybko przemknęłam przez pokój do łazienki. Ubrałam się, zrobiłam sobie delikatny make-up i poprawiłam kłosa. Teraz mogę pokazać się ludziom. Wzięłam swoją torebkę i wyszłam z domu. Już po chwili byłam w parku. Z daleka widziałam śmiejących się Roxy i Jacka. Podeszłam do nich i się przywitałam. Już po chwili wydurnialiśmy się wszyscy razem. Przechodnie patrzyli na nas takim wzrokiem jakbyśmy byli uciekinierami wariatkowa, ale nam to nie przeszkadzało. Mimo że nie mieszkam tutaj długo bardzo się z nimi zaprzyjaźniłam. Ciesze się że się z nimi zaprzyjaźniłam. Nagle Jack przerzucił mnie sobie przez ramię i zaczął biec ze mną w stronę fontanny. Wiedziałam co chce zrobić więc zaczęłam krzyczeć i uderzać go pięściami po plecach. Chłopak jednak nie zmienił swojego postanowienia i już po chwili wylądowałam w lodowatej wodzie. Zdążyłam jeszcze pociągnąć Jacka za rękę i wpadł do wody zaraz obok mnie. Roześmiana Roxy zaczęła nam robić zdjęcia. My natomiast wygłupialiśmy się i robiliśmy głupie miny. Dobrze ze zrobiłam sobie wodoodporny makijaż. Przynajmniej mam pewność że nie wyglądam jak potwór. Po jakichś 5 minutach wyszliśmy z Jackiem z fontanny. Roxy zaczęła się z nas śmiać.
- Wiesz Roxy ty też powinnaś się trochę zmoczyć bo się od nas odróżniasz- powiedział Jack.
- Popieram - zaśmiałam się - Grupowy misiek!- krzyknęłam i przytuliłam się do Roxy. Jack po chwili zrobił to samo, a że oboje ociekaliśmy woda to Roxy też nieźle się zmoczyła. Kiedy się od niej odkleiliśmy popatrzyła na nas wściekła.
- No to teraz wam się dostanie!- krzyknęła i zaczęła nas gonić po całym parku. Przez śmiech nie miałam nawet siły biec. Po chwili poczułam że na kogoś wpadam. Odwróciłam się i zamarłam. Stał tam ten mulat i się do mnie uśmiechał. Nieopodal stali jego koledzy i zwijali się ze śmiechu.
- Eeee...mógłbyś mnie puścić??- zapytałam bo chłopak nadal trzymał ręce na mojej talii.
- Jasne- mówiąc to zabrał ręce.
- Ja muszę już spadać- powiedziałam i jak najszybciej się oddaliłam. Nie wiem dlaczego ale nie darzyłam go zbytnio sympatią. Podeszłam do Roxy i Jacka, pożegnałam się z nimi i poszłam do domu. Całkowicie straciłam ochotę na jakąkolwiek dobrą zabawę. Gdy przyszłam do domu mamy na szczęście nie było. Odetchnęłam z ulgą bo przynajmniej nie dostanie mi się za mokre ciuchy. Poszłam do swojego pokoju i od razu przebrałam się w piżamę. Potem usiadłam z laptopem na łóżku i zaczęłam przeglądać TT i Facebooka. Nagle natknęłam się na moje zdjęcia z fontanny. Jakiś paparazzi musiał je zrobić. No cóż. Mówi się trudno. Usłyszałam trzask zamykanych drzwi wejściowych. Pewnie mama wróciła.
- Kochanie!!- mama zaczęła mnie wołać.- Możesz przyjść tu na chwilę??
- Już idę mamo!- krzyknęłam i wyszłam z pokoju tak jak stałam czyli w wyciągniętej szarej koszulce, majtkach i kapciach z króliczkami. Gdy zeszłam do salonu przeżyłam szok...
********************************************************************************
No i jest 3. Weeeeeee. Możecie się cieszyć. Ten rozdział dedykuję Robci i Oli (żelkowi). Zmieniam trochę zasadę. Od teraz:
3 komentarze = kolejna notka
Pozdro!
Subskrybuj:
Posty (Atom)